HEJOOOO....OK W KOŃCU NAPISZE CIĄG DALSZY LUKAIA :D
Tytuł:Widocznie tak musiało się stać cz.5
Para:LuKai
Opis:Myśli Luhana zapisane na rózowo Kaia na niebiesko Hanlina? na zielono.
-Lu...Lu....Czy ty naprawdę sobie rujnujesz ze mną życie?-spytał ze smutkiem w oczach.
Po chwili namysłu odpowiedziałem.-Tak...Naprawdę rujnuje sobie z tobą życie!Nie chcę z tobą być...Mam Cię dosyć i tyle!!!
-Ale...ale...co ja takiego zrobiłem??-spytał łamiącym się głosem.
-Wszystko!!!Po prostu mnie wkurzasz!!!To koniec rozumiesz?!!-krzyknąłem.
-T...tak.-Kai spuścił głowę i wyszedł z pokoju...HanLi patrzył na tą całą sytuację.Jejku...czyżby rodzice się już nie kochali???
-Tato...Czy ty już nie kochasz taty??-spytał.
-Nie...nie na widzę go i nie kocham...Zdecyduj z kim będziesz mieszkać...Ze mną czy z tatą...Błagam niech ten bachor zostanie z Kaiem co będę mieć spokuj od całej rodziny...
-J..Ja...wole zostać z tatą tutaj..-powiedział.
-Dobrze...Zostaniesz z nim...Ja idę się pakować.
-Tato...ale...Gdzie ty jedziesz???-spytał młody.
-Wracam do Chin.-oznajmiłem.
-Aha...-powiedział ze smutkiem,spuścił głowę i wyszedł z pokoju,pobiegł do Kaia-Tato tato...a tata LuLu wraca do Chin...
-A co mnie to obchodzi...niech robi co chce.Właśnie dużo mnie to obchodzi...On nie może ode mnie odejść....Ja go kocham!
Następnego dnia...Żegnam się ze wszystkimi prócz Kaia...Wychodzę...Widzę jak patrzy przez okno...Odwracam się i wsiadam do auta...Jadę na lotnisko.
-Ok...Kai nie martw się...Znajdziesz kogoś lepszego od niego.-powiedział Kris.
-Ale kiedy ja nie chcę kogoś innego!!!Ja chcę LuLu!!Mojego LuLu kochanego miłego słodkiego uroczego opiekuńczego LuLu....Gdzie jest mój LuLuś.-mówi i zaczyna płakać.
-Uspokuj się bachorze!-krzyknął Xiumin na co Kai odrazu przestał płakać i pobiegł do pokoju.
Miesiąc puźniej...Dla Luhana był to wspaniały miesiąc picia palenia i ćpania...A dla Kaia był to okropny miesiąc ryczenia.
-Jadę po niego!_krzyknął Kai
-Ale po co?Skoro on i tak nie wróci-powiedział D.O
-On wróci...on musi wrócić..Ja go kocham i nie wytrzymam bez niego dłużej!!!-wzasnął i pobiegł do pokoju się pakować.Następnego dnia był już w Chinach.Znajdę cię Luluśu...gdzie kolwiek jesteś
Idąc przez miasto Kai zobaczył mnie siedzącego na murku i ćpaniu z kolegami.
-Co ty robisz?!-podbiegł i zabrał mi proszek z rąk.
-Robię to co chcę..Nie powinneś się interesować mną.
-Muszę się tobą interesować!Bo Cię kocham!!!Specjalnie po ciebie tu przyjechałem!Proszę LuLu...Wroć do mnie...Wiem...popełniłem parę błędów..Ale ja nadal Cię kocham...-powiedział Kai
On naprawdę się o mnie martwi...Specjalnie po mnie przyjechał...ohhhh....On jest taki słodki...
-Jesteś taki słodki Kai...I chyba właśnie za to Cię kocham-powiedziałem z uśmiechem na twarzy.
-Czyli ze...ty mnie kochasz??-spytał z nadzieją w oczach.
-Tak...bardzo Cię kocham...i przepraszam za to co zrobiłem...Poniosło mnie...przepraszam.-spuszczam głowę.
-Nic nie szkodzi....ważne że wszystko się dobrze ułożyło.-powiedział i wziął mnie na ręce..Wtuliłem się w niego i razem poszliśmy do mojego domu.
-Aaaaa więc...co teraz?-spytał Kai.
-Nie wiem...będziemy robić co chcemy...Wróćmy do Korei...proooooooszę.
-Dobrze...wrócimy do Korei...-powiedział
Parę dni puźniej...Znow mieszkamy w Korei...Lecz nie mieszkamy już z resztą EXO tylko mieszkami sami...Ja Kai i dzieciaki.
-Kai...niedługo święta...-powiedziałem.
-Wiem....Ciesze się ze spędzę święta z moją rodziną.-na te słowa się tylko uśmiechnąłem
-Czas ubrać choinkę!!-krzyknęły dzieciaki równych hurem.
-To ją ubierzmy-powiedziałem.
Kai poszedł bo ozdoby choinkowe i choinkę...Zaczęliśmy ją ubierać...Była śliczna.
-Jeszcze tylko gwiazda na czubku choinki.-powiedziałem trzymając w ręce gwiazdę.
-To chodź...podniosę Cię i ją powiesisz.-Kai do mnie podszedł..złapał w biodrach i podniusł...Powiesiłem gwiazdę na czubku choinki.
-No...i pięknie...Teraz trzeba tylko trochę dom udekorować.-powiedział Kai i razem ze mną zaczął dekorować...po 1 godzine skończyliśmy.
-Ok...emmm...teraz najtrudniejsze...Wymyślić prezenty.-powiedziałem
-Emmmm...Dzieciaki dostaną osobne laptopy....A tobie kupię strój pana policjanta Hih._powiedział i się wyszczerzył.
-Hmmm...ty chyba śnisz...ok...dzieciakom możemy kupić te laptopy...ale ty wymyśl coś innego...Ja Ci kupię taką czapkę która zawsze chciałeś.
-Ale ty wiesz jaka ona droga jest???!!?-spytał.
-Wiem...specjalnie kase zbierałem żeby ci ją kupić.-uśmiechnąłem się
-Dobra..a.le ja i tak nie wymyślę nic innego i dostaniesz ten strój.-powiedział
-Jeszcze się przekonamy-odpowiedziałem.
-A się zdziwisz.-nagle to wszystko przerwał HanLi.
-Wiecie ze stoicie pod jemiołą?-spytał..obydwoje spojrzeliśmy na gore.
-Racja.-powiedziałem
-Wiec musicie się pocalować.-My tylko na siebie spojrzeliśmy i się pocałowaliśmy.-No i pięknie.-powiedział HanLi i sobie poszedł.Parę dni puźniej.Nadeszły święta.
-W co ja mam się ubrać??-spytałem Kaia.-Twoi rodzice przyjadą...Trzeba jakoś ładnie wyglądać.
-Ty we wszystkim ładnie wyglądasz.-powiedział Kai.
-Nie pomagasz.
-No już już...Ubierz może białą koszule czarno białe spodnie i czarne buty?
-Dobrze...a jak mam się uczesać?-spytałem.
-Emmmmm....na pewno się na blond przefarbuj :D...-powiedział
-Yhym...ok...emmm...dobra..A ty?
-Ja ubiorę czarną koszule rurki i carne buty...a fryzurę będę mieć tą co zawsze.
-Aha dobrze...to dalej bo za 2 godziny przyjdą.-Przebraliśmy się pomalowaliśmy...Ja się przefarbowałem.
-No i jest pięknie..-po 1 godzinie przyszli rodzice Kaia.
-Dzien dobry...
Sorry no...ale...nie umiem pisać długich opowiadań...więc sorry
zostałaś zanalizowana ^^
OdpowiedzUsuńhttp://azjatyckie-nonsensy.blogspot.com/2013/11/7-jak-skutecznie-zabic-ayako-jednym.html
Pozdrawiam, azjatyckie nonsensy team